sobota, 18 maja 2013

#16 Harry

-Jestem całkowicie pewien, że ona na kogoś czeka. - powiedziałem, obserwując każdego, kto przechodził obok bramki.
-Jesteś głupi. Siedzimy tu już godziny, Harry. Nikt nie... - jęknął Louis, ale wiedziałem, że mam rację.
-Zamknij się! Widzisz? - przerwałem mu, wskazując na gościa, który stał przed jej domem.
-Harry! - krzyknął Louis, próbując złapać mnie za rękę, ale byłem już po za samochodem.
-Hej! Ty! - krzyknąłem, kiedy wyciągał rękę, żeby zapukać do drzwi.
Mężczyzna odwrócił się i zmarszczył brwi.
-Co Ty robisz? - ponownie krzyknąłem, złapałem go za koszulkę i przycisnąłem do ściany.
-To nie... - próbował coś powiedzieć, lekko dysząc, ale mu przerwałem.
-Posłuchaj mnie. Ona jest moją dziewczyną. Nie wracaj tu nigdy, albo ja... Będę... - mruknąłem, a Louis złapał mnie za rękę.
-Puść go. - wymamrotał. Spojrzałem na chłopaka i puściłem go.
-Sorry... Po prostu... em... Nie wracaj więcej, okej? - powiedziałem i niezręcznie poklepałem go po ramieniu. Przeczesał dłonią włosy i odszedł.
-Harry, chodźmy do domu. Ty i [T.I] zerwaliście miesiąc temu. Nadszedł czas aby przejść dalej, nie możesz o tym myśleć. - powiedział Louis. Potrząsnąłem głową.
-Możesz iść. Ja wciąż nie mogę uwierzyć, że to koniec. - mruknąłem, a Lou pokręcił głową i wzruszył ramionami. - Idź. - powtórzyłem. Usiadłem, opierając się plecami o jej drzwi.
Jak to się stało? Jak to możliwe? Obiecaliśmy sobie, że będziemy razem na zawsze. I złamaliśmy obietnicę. Nie mogę zapomnieć naszych wspólnych wspomnień, naszych śmiechów, naszych pocałunków, naszych wspólnych nocy. Nie ma światła na końcu tego tunelu. Wydawało się, że to będzie trwało wiecznie, nie widziałem końca. Kiedy to uczucie odeszło? Czy kiedykolwiek będę wolny? Czy kiedykolwiek przestanę Cię kochać? Nagle [T.I] otworzyła drzwi, a ja wpadłem do jej mieszkania.
-Harry! - krzyknęła.
-Cześć. - mruknąłem i spojrzałem na nią. Kiedy ją ujrzałem, świat przestał się obracać, a czas stanął w miejscu. Moja miłość. Nie chcę niczego więcej, tylko chcę dostać szansę aby trzymać ją w ramionach, kochać ją, całować. Po prostu być z nią.
-Harry, co Ty tu robisz? - westchnęła, oddychając głęboko. Nadal siedziałem na ziemi, patrząc na nią.
-Przepraszam. - wymamrotałem, próbując wstać.
-Harry, odejdź. - szepnęła i zwróciła wzrok na ziemię. Pokręciłem głową.
-Nie... Nie zamierzam. Wszystko w porządku? - spytałem i złapałem ją za podbródek.
-Nie rób tak. - wyszeptała, patrząc na mnie, w jej oczach były łzy.
-O nie. Nie płacz. - powiedziałem i wytarłem łzę, która spływała po jej policzku.
-Po co przyszedłeś? - rozpłakała się.
-Tęskniłem. - szepnąłem. - Nie potrafię się pozbierać. Dni mijają jak lata, bez Ciebie.
-Proszę, przestań. To koniec. - powiedziała. Pokręciłem głową i złapałem ją za ręce.
-Nie mów tak. - przysunąłem się do niej bliżej.
-Harry... - mruknęła ostrzegawczo.
-Co? - wyszeptałem. Milimetry dzieliły nasze usta, a motyle ponownie latały w moim brzuchu.
-Nie rób tego. - odetchnęła, a ja poczułem ten znajomy, truskawkowy zapach jej błyszczyka.
-Czego? - dokuczałem, w porę owijając ręce wokół jej talii, żeby nie uciekła. Ona tylko pokręciła głową, a ja delikatnie przyłożyłem swoje usta do jej. Położyłem ręce na jej policzkach. Zbliżyłem się, aż w końcu poczułem to, czego brakowało mi przez ten długi czas. Moje ciało, moje wnętrzności o mało nie eksplodowały, kiedy oddała pocałunek. Jej ręce krążyły po mojej głowie, przeczesując loki. Kiedy oderwała się ode mnie, spojrzała na mnie, a w jej oczach można było wyczytać zmieszanie, strach i... Miłość. Dyszałem. Mój oddech nie był równomierny. A jej, jakby przebiegła dość długi maraton. Oparłem się z powrotem o ścianę, próbując opanować siebie i moje wstrząśnięte ciało.
-Nie powinieneś...
Protestowała, ale ja poderwałem się, zbliżyłem nasze ciała i znów ją pocałowałem.
-Nie rób... - krzyknęła w połowie pocałunku, ale nie pozwoliłem jej odejść.
-Kocham Cię. - szepnąłem w jej usta.
Popatrzyła na mnie swoimi jasnymi oczami i uśmiechnęła się.
-Też Cię kocham. - wymamrotała i schowała twarz w moim torsie. Pogłaskałem ją po plecach i pocałowałem w szyję.
-Moja piękna, najpiękniejsza dziewczyna. Kocham Cię tak bardzo, jak daleko jest Księżyc, jak daleko jest Jowisz, jak daleko jest Słońce...
-Kocham Cię bardziej. - przerwała mi z uśmiechem. A jej uśmiech był najpiękniejszy na świecie. Nie widziałem jaśniejszego. Kochałem go całym sercem. Zostaliśmy już razem, znów trzymałem ją w swoich ramionach i znów było idealnie.
-Czekałam na mojego kolegę z klasy, Peter'a, ale nie przyszedł. Myślę, że muszę zrobić pracę domową sama. Znowu! - mruknęła.
-Och. - szepnąłem i pogłaskałem ją po włosach. - Nie przyszedł? Mogę Ci pomóc. - powiedziałem, całując ją w nos. - Kocham Cię. - wyszeptałem w jej włosy. - Już nigdy więcej nie pozwolę Ci odejść.



czwartek, 9 maja 2013

#15 Liam


-Z kim obchodzisz Walentynki? - wypalił nagle Liam.
-Z nikim. - odpowiedziałaś.
-Mogę Cię gdzieś zabrać? - zapytał.
-Jasne, dlaczego nie?
-Załóż sukienkę. Pięknie na Tobie wyglądają. - powiedział chłopak tym samym sprawiając, że się zarumieniłaś.

*Walentynki*

Masz na sobie czerwoną sukienkę, a włosy ładnie spięte. Lekki makijaż, w tym czerwona szminka.
-Wyglądasz niesamowicie! Szybko, Liam czeka na Ciebie na dole. - powiedziała Twoja mama uśmiechając się od ucha do ucha.
-Dzięki mamo. Paa - pocałowałaś ją w policzek.
Zeszłaś po schodach i założyłaś swoje czerwone szpilki. Wyglądałaś fantastycznie!
-Wow, [T.I.]! Pięknie wyglądasz. - powiedział Liam.
-Dzięki - odpowiedziałaś z uśmiechem.

*w restauracji*

Weszliście do pomieszczenia, w którym nikogo nie było. Tylko Wy dwoje i pracownicy. Wszędzie rozsypane były płatki kwiatów i świece. Żadnego sztucznego światła, tylko świece. Cudownie. Usiedliście przy stoliku.
-Więc, co byś chciała zjeść? - spytał chłopak.
-[T. ulub. jedz.] - odpowiedziałaś uśmiechnięta.
Podeszła do Was miła kelnerka i złożyliście zamówienie. Po kilkunastu minutach dostaliście je i zaczęliście jeść ze smakiem.

*po zjedzeniu*

-Muszę Ci coś powiedzieć - zaczął niepewnie brunet.
-Okej. Po prostu powiedz. - zachęciłaś go, widząc jego lekkie zmieszanie.
-Kocham Cię. - powiedział chłopak patrząc w Twoje przepiękne oczy.
-To normalne w przyjaźni, Liam. Też Cię kocham, mój najlepszy przyjacielu! - odpowiedziałaś chichocząc.
-Nie, nie w ten sposób. Kocham Cię... Ale nie jako najlepszą przyjaciółkę. Chcę, żebyś była moja, tylko moja.
-N-na prawdę? - byłaś w szoku. Twój najlepszy przyjaciel właśnie wyznał Ci miłość i to nie taką przyjacielską miłość. A Ty... A Ty też... Kochałaś go od dziecka.
-Tak. Kiedy Cię pierwszy raz spotkałem... - przerwał, żeby się zaśmiać - Heh, to dziwne i możesz pomyśleć, że głupie i naiwne, ale... Ale kiedy Cię pierwszy raz spotkałem pokochałem Cię bardziej niż cokolwiek, kogokolwiek innego. Jesteś miła, słodka, zabawna. Zawsze zrozumiesz. Chciałbym, żebyś była moja. - Liam złapał Cię za rękę.
-Aww. Wiesz, ja czuję to samo. Czekałam na ten dzień, aż w końcu nadszedł. Nie wiesz jak bardzo Cię kocham. - wyznałaś rumieniąc się.
-Będziesz moją dziewczyną? - zapytał Liam uśmiechając się.
-Tak, oczywiście!
To był najlepszy dzień w Twoim życiu. Podeszła do Was kelnerka. Trzymała w ręce ogromny bukiet kwiatów, a w nim czekoladki.
-To dla Ciebie kochanie. - powiedział Liam biorąc od kelnerki bukiet i wręczając go Tobie.
-Dziękuję Liam.
Chłopak wstał i podszedł do Ciebie. Trzymając Twoją rękę ''wyciągnął'' Cię ze stolika. Brunet pochylił się i pocałował Cię namiętnie. To był Twój pierwszy pocałunek i mile udany.
-Kocham Cię Liam - wyszeptałaś.
-Kocham Cię bardziej - odpowiedział równie cicho i mocno Cię przytulił

Były to najlepsze Walentynki w Twoim życiu!